niedziela, 13 września 2026 09:54
Reklama

ROZMOWA TYGODNIA: W 6 miesięcy samotnie pokonała 15 tys. kilometrów, odwiedzając 12 europejskich państw

Robi zdjęcia, podróżuje i ćwiczy jogę. W wolnych chwilach pisze książkę i robi prelekcje dla licealistów. Kilka tygodni temu wróciła z niesamowitej wyprawy rowerowej, podczas której odwiedziła 12 krajów i pokonała 15 tys. kilometrów. Na każdym kroku udowadnia wszystkim, że nie ma rzeczy niemożliwych, a jedynymi barierami, które nas ograniczają są te, w głowie. Mowa oczywiście o Oli Mae Orlikowskiej, która sama zaznacza, że jest bezgraniczną optymistką. O tym, kogo spotkała na trasie, jakie przytrafiły się jej przygody i dlaczego warto spełniać swoje marzenia - przeczytacie w rozmowie z naszą dzisiejszą bohaterką.
ROZMOWA TYGODNIA: W 6 miesięcy samotnie pokonała 15 tys. kilometrów, odwiedzając 12 europejskich państw

Autor: archiwum prywatne Oi Mae Orlikowskiej

- Jest Pani niewątpliwie ciekawą osobą, pełną pasji i energii. Może przybliży Pani swoją postać naszym Czytelnikom?
- Z zawodu jestem fotografem, z przypadku uprawiam jogę, a z wyboru podejmuje postrzelone decyzje. Przez prawie 6 lat mieszkałam w Stanach, w Londynie pracowałam na jednym planie zdjęciowym z Helen Mirren, a kiedyś w burzy zbiegłam w dół Wielkiego Kanionu i wbiegłam z powrotem. Jestem bezgraniczną optymistką, dostaję głupawki, kiedy jestem zmęczona, a pogłoski głoszą, że zdarzyło mi się piszczeć ze szczęścia na widok koźląt.


- Kilka tygodni temu wróciła Pani z wyjątkowej, 13-miesięcznej, wyprawy rowerowej. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Kto Panią zainspirował do tak odważnej decyzji?
- Impuls do działania pojawił się kilka lat temu, kiedy nieoczekiwanie znalazłam się na życiowym zakręcie i zapytałam siebie: „Co sprawia, że jestem szczęśliwa?” Rower był pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy. Nigdy nie uważałam siebie za rowerzystkę, ale coś w byciu na dwóch kółkach sprawiało, że czułam pewien specyficzny typ wolności, który pamięta się tylko z dzieciństwa. Dlatego, chociaż nie do końca rozumiałam, skąd wzięła się we mnie chęć podróży, byłam przekonana, że muszę posłuchać głosu swojej intuicji. Wiedziałam też, że ekstremalny wysiłek przetestuje moje możliwości i pozwoli na głębsze samopoznanie. Nie zawiodłam się.

 - Pokonanie 15 tys. kilometrów i odwiedzenie 12 krajów to nie lada wyczyn. Czy tak  po ludzku nie bała się Pani? Ośmielę się stwierdzić, że podczas takich wypraw kobiety są bardziej narażone na różnego rodzaju niebezpieczeństwa.
- Obawiam się, że nadwrażliwość w stosunku do kobiet powiela tylko schematy i stereotypy, które zniechęcają je do wyjścia poza strefę komfortu. Z mojego doświadczenia kobiety bardziej niż na niebezpieczeństwa, narażone są na brak wsparcia ze strony społeczeństwa. Jeżeli chodzi o strach - w mniejszym lub większym stopniu - odczuwamy go wszyscy i jest on zupełnie naturalną emocją. Według mnie zamiast demonizować uczucia, które są niewygodne, powinniśmy stawić im czoło. W moim przypadku, to dzięki stopniowemu zmierzaniu się ze swoimi słabościami, byłam w stanie przemienić swój strach w odwagę.

- Czy to oznacza, ze trasa upłynęła bez większych problemów?
- Pewien szlak znajdujący się na skraju włoskiego wybrzeża na długo zostanie w mojej pamięci. Wędrowałam wtedy po trasie w poszukiwaniu jaskini, kiedy nagle z kieszeni plecaka w dół spadł powerbank z podłączonym do niego telefonem... Chcąc odzyskać rzeczy, zeszłam ze szlaku i osunęłam się 10-20 metrów po prawie pionowej ścianie skały. Kiedy wreszcie się zatrzymałam, poturbowana, zaczęłam mozolną wspinaczkę, niepewnie łapiąc się za odosobnione kępki trawy, które w każdym momencie mogły się oberwać. Poruszałam się wolno, ale metodycznie, aż do momentu, kiedy z głowy spadła mi legendarna czapka z wyprawy. Wróciłam po nią i chwilę później po raz kolejny zjechałam w dół przepaści... Wtedy naprawdę się przestraszyłam. Mój telefon nie miał zasięgu i został na szlaku, który znajdował się 20 metrów nade mną, a mi zrobiło się słabo... Ponad 20 minut zajęło, żeby wrócić na szlak. Pomimo obrażeń kontynuowałam wędrówkę, spotykając na swojej drodze metrowego węża i opuszczając się po dość partyzanckich linach, żeby dotrzeć do upragnionej groty. Nie poddaję się łatwo.

- To niebywałe szczęście, że wyszła Pani z tego cało. Czy nie pojawiły się wówczas zawahania? Nie myślała Pani o powrocie do domu?
- Podczas 13 miesięcy było wiele chwil, w których kwestionowałam słuszność swojej podróży. Nie jestem w stanie opisać, co pchało mnie do przodu, ale miałam wrażenie, że nie robię tego tylko dla siebie. Zdawałam sobie sprawę, że moje dokonanie może być przykładem dla wielu, ale w szczególności zależało mi na dwóch silnie odsłoniętych grupach społecznych, mianowicie kobietach i młodzieży. Przed wyprawą usłyszałam, że jako kobieta nie powinnam podróżować sama i wszystkim tym, którzy nieustannie umniejszali moje umiejętności, ze względu na płeć, chciałam udowodnić, że nie jest to żadne ograniczenie. Miałam również na uwadze młodych ludzi, ponieważ pamiętam, że w okresie licealnym, mi samej brakowało wzorów do naśladowania. Już w czasie podróży spisywałam to, czym mogę się z nimi podzielić, bo wiedziałam, że zwłaszcza w czasie pandemii, młodzież potrzebuje dodatkowych czynników mobilizujących i wsparcia. Teraz dzięki cyklom spotkań organizowanych w szkołach ponadgimnazjalnych, mogę dzielić się z nimi lekcjami z wyprawy.

- Podczas podróży, w Pani social mediach, pojawił się nowy, niesamowity bohater, z którym pokonała Pani 4 tys. kilometrów. Proszę przybliżyć Czytelnikom, o kogo chodzi.
- Kot Fryderyk pojawił się na mojej drodze nieoczekiwanie. Wychudzonego i zranionego znalazłam na obrzeżu ruchliwej drogi. Z początku był przestraszony i nieufny, ale wymiałczałam sobie drogę do jego serca. Od pierwszych chwil bardzo się ze sobą związaliśmy i stworzyliśmy zgrany duet. Ja uratowałam go od śmierci, a on dodawał mi skrzydeł, kiedy brakowało mi sił. Niedogodności związane z podróżowaniem z kotem, rekompensował futrzany system grzewczy, który był wyjątkowo użyteczny, zwłaszcza podczas chłodnych nocy pod namiotem. Wyprawa na wiele sposobów zmieniła moje życie, ale dla mnie jednym z jej najważniejszych elementów zawsze będzie zyskanie kociego przyjaciela.  

- Co o Pani wyczynie - bo tak to trzeba nazwać - mówią teraz Pani znajomi, rodzina..? Czy to samo mówili przed wyruszeniem w trasę, czy jednak mieli inne podejście? Z pewnością się o Panią martwili.
- Nietuzinkowe projekty zawsze łączą się ze sceptycznymi komentarzami, więc byłam gotowa na nieprzychylne reakcje. Moja familia przyzwyczajona jest do moich niekonwencjonalnych pomysłów i chociaż na początku nikt nie był wyprawą zachwycony, upór pomieszany z nutką narwania, płynie w naszych żyłach i wszyscy w rodzinie zdajemy sobie z tego sprawę. Świeżość podróży szybko opadła, a oni zaakceptowali moją nową normę. Z kolei moje otoczenie w większości nie traktowało pomysłu tej wyprawy poważnie i spodziewano się chyba, że wrócę do domu po 2-3 tygodniach. Tylko wąskie grono moich najbliższych przyjaciół, nigdy nie wątpiło w sukces wyprawy, ale po przyjeździe usłyszałam te same oklaski z dwóch stron.

- Ile czasu zajęło przygotowanie się do takiej ekspedycji? Mam tu na myśli przygotowanie fizyczne i mentalne.
- W zależności od formy, można powiedzieć, że do wyprawy przygotowałam się w 2 tygodnie albo 2 lata. Samo kupno roweru, sakw, sprzętu namiotowego etc. zajęło około dwóch tygodni, z kolei na przygotowania finansowe potrzebowałam 2 lat. Przeczytałam kilka stron poradnika, którego rady w większości zignorowałam, rower kupiłam na tydzień przed wyprawą i przetestowałam go raz. Nie trenowałam i nie przygotowywałam się fizycznie do długich godzin na rowerze. Stwierdziłam, że północ Europy będzie moim polem doświadczalnym i że wystarczająco przygotuje mnie do momentu, kiedy uderzę w bardziej wymagający teren. Nie myliłam się.

Dalszą część rozmowy z podróżniczką Olą znajdziecie w aktualnym wydaniu Gazety Kociewskiej.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Koncerty wrześniowe w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej Koncerty wrześniowe w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina w GdańskuKoncerty symfoniczne i wydarzenia organizowane i współorganizowane przez PFB we wrześniu Sala Koncertowa PFB11/09/2026, piątek, godz. 19:00Bilety w cenie: 43-151,50 złKoncert symfoniczny – W rytmie Buenos AiresArpi Sinanyan – sopranWystąpią:Orkiestra PFBArtur Koza – dyrygentArpi Sinanyan – sopranTomasz Marut – fortepianPaweł Zagańczyk – bandoneonMonika Orłowska – skrzypceChór Filharmonii ŁódzkiejProwadzenie: Krzysztof DąbrowskiW programie:Astor Piazzolla – Cztery pory roku w Buenos Aires [22’]Przerwa [20']Martín Palmeri – Misa a Buenos Aires [37’]Orkiestra Polskiej Filharmonii Bałtyckiej niezbyt często grywa kompozycje latynoamerykańskie. Tak właśnie będzie podczas pierwszego wrześniowego koncertu. Filharmoników gdańskich poprowadzi Artur Koza, na co dzień kierownik Chóru Filharmonii Łódzkiej, który również wystąpi w Sali Koncertowej 11 września. Zaśpiewa znakomita ormiańska sopranistka Arpi Sinanyan, a solowe partie instrumentalne wykonają: pianista Tomasz Marut, grający na bandoneonie Paweł Zagańczyk (wystąpią w kompozycji Palmeriego) oraz skrzypaczka Monika Orłowska (solistka utworu Piazzolli).Sponsor Strategiczny PFB: Energa Grupa OrlenGłówny Sponsor PFB – Mecenas Kultury: PGE Polska Grupa EnergetycznaPartner wydarzeń artystycznych PFB w 2026 roku: Ruch MuzycznyPatroni medialni: Trojmiasto.pl, Radio Gdańsk, Pomorskie.eu, Prestiż. Magazyn Trójmiejski Sala Koncertowa PFB18/09/2026, piątek, godz. 19:00Bilety w cenie: 38-131,50 złInauguracja sezonu artystycznego 2026/2027Wystąpią:Orkiestra PFBGeorge Tchitchinadze – dyrygentDavid Khrikuli – fortepianDavid Khrikuli fot. Juan Luis PoutProwadzenie: Konrad MielnikW programie:Fryderyk Chopin – II Koncert fortepianowy f-moll op. 21 [30’]Przerwa [20’]Gustav Mahler – I Symfonia D-dur Tytan [50’]Koncert, którym inaugurujemy sezon artystyczny, to zawsze moment szczególny. Orkiestrę Polskiej Filharmonii Bałtyckiej poprowadzi oczywiście jej szef artystyczny maestro George Tchitchinadze. Solistą podczas pierwszej części koncertu będzie gruziński pianista David Khrikuli, finalista ubiegłorocznego Konkursu Chopinowskiego. W jego wykonaniu zabrzmi II Koncert fortepianowy f-moll op. 21 Fryderyka Chopina (który Khrikuli wykonywał podczas finałowego etapu Konkursu). W drugiej koncertu części zabrzmi pełna ironii, fascynacji naturą czy pieśnią ludową I Symfonia D-dur Tytan Gustava Mahlera. Główny Sponsor PFB – Mecenas Kultury  Sponsor Strategiczny PFB: Energa Grupa OrlenGłówny Sponsor PFB – Mecenas Kultury: PGE Polska Grupa EnergetycznaPartner wydarzeń artystycznych PFB w 2026 roku: Ruch MuzycznyPatroni medialni: Trojmiasto.pl, Radio Gdańsk, Pomorskie.eu, Prestiż. Magazyn Trójmiejski Sala Kameralna PFB20/09/2026, niedziela, godz. 12:00Bilety w cenie: 25-41 złKlasyka na Ołowiance – Fortepian w tańcuMikołaj Sikała fot. Mateusz Słodkowski Wystąpią:Emilia Biskupska – fortepianZuzanna Lisiecka-Madeja – fortepianMikołaj Sikała – fortepianDaniel Ziomko – fortepianProwadzenie, kierownictwo artystyczne: Dominika Glapiak W programie: utwory Mikołaja Sikały oraz jego aranżacje utworów takich kompozytorów, jak Igor Strawiński, Darius Milhaud, Leonard Bernstein, Ernesto Lecuona czy George GershwinPomysłodawczyni i prowadząca cykl Klasyka na OłowianceDominika Glapiak na pierwsze spotkanie w nowym sezonie proponuje muzykę taneczną jako inspirację dla kompozytorów. W rozmaitych konfiguracjach na jednym fortepianie zagrają Emilia Biskupska, Zuzanna Lisiecka-Madeja, Mikołaj Sikała i Daniel Ziomko, prezentując utwory wykonywane na cztery ręce, a także - co w życiu koncertowym zdarza się niezwykle rzadko - na sześć oraz finalnie na osiem rąk. Zabrzmi muzyka gdańskiego pianisty i kompozytora Mikołaja Sikały, którego utwory balansują między klasyczną formą oraz bogactwem świata muzyki rozrywkowej. Będą też dzieła oryginalne, nawiązujące między innymi do brzmień jazzowych, klubowych oraz latynoamerykańskich, a także transkrypcje rozmaitych przebojów XX-wiecznych kompozytorów (m.in. słynne Mambo z suity West Side Story).  Sponsor Strategiczny PFB: Energa Grupa OrlenGłówny Sponsor PFB – Mecenas Kultury: PGE Polska Grupa EnergetycznaPartner wydarzeń artystycznych PFB w 2026 roku: Ruch MuzycznyPatroni medialni: Trojmiasto.pl, Radio Gdańsk, Pomorskie.eu, Prestiż. Magazyn Trójmiejski Sala Koncertowa PFB25/09/2026, piątek, godz. 19:00Bilety w cenie: 33-131,50 złKoncert symfoniczny – Valerij SokolovValerij Sokolov – skrzypceWystąpią:Orkiestra PFBGeorge Tchitchinadze – dyrygentValerij Sokolov – skrzypce W programie:Wolfgang Amadeusz Mozart – Uwertura do opery Don Giovanni K.527 [6']Piotr Czajkowski – Koncert skrzypcowy D-dur op. 35 [37']Przerwa [20']Wolfgang Amadeusz Mozart – Symfonia g-moll nr 40 K.550 [27']Miesiąc zwieńczy koncert z udziałem świetnego ukraińskiego skrzypka, laureata Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. George’a Enescu w Bukareszcie w 2005 roku Valerija Sokolova. Artysta wraz z Orkiestrą Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pod batutą maestro George’a Tchitchinadze zagra jedno z najbardziej znanych dzieł literatury skrzypcowej i zarazem jeden z najbardziej efektownych koncertów romantycznych, czyli Koncert skrzypcowy D-dur op. 35 Piotra Czajkowskiego. Sponsor Strategiczny PFB: Energa Grupa OrlenGłówny Sponsor PFB – Mecenas Kultury: PGE Polska Grupa EnergetycznaPartner wydarzeń artystycznych PFB w 2026 roku: Ruch MuzycznyPatroni medialni: Trojmiasto.pl, Radio Gdańsk, Pomorskie.eu, Prestiż. Magazyn Trójmiejski Data rozpoczęcia wydarzenia: 01.09.2026
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Kociewiak Treść komentarza: Skarszewy to bogate miasto, można ich dymać. Data dodania komentarza: 31.08.2026, 08:13 Źródło komentarza: Dojenie mieszkańców za wodę czy wywóz śmieci trwa Autor komentarza: Mieszkaniec St. Treść komentarza: Urzędasy mają w du.ie takie inwestycje i nowe miejsca pracy . Kasę mają z dotacji i spokojne posadki. Data dodania komentarza: 29.08.2026, 21:09 Źródło komentarza: TYLKO U NAS: Firma Resolve wycofuje się z planowanej budowy zakładu zagospodarowania odpadów na Kochankach! Autor komentarza: radek otwór Treść komentarza: I tym sposobem przepędzono potencjalnie kilkaset miejsc pracy. W Gietrzwaładzie też byli dumni z siebie....przez miesiąc, jak pustka w portfelu i bezrobocie zajrzało do codzienności. Data dodania komentarza: 27.08.2026, 13:32 Źródło komentarza: TYLKO U NAS: Firma Resolve wycofuje się z planowanej budowy zakładu zagospodarowania odpadów na Kochankach! Autor komentarza: Życzliwy Treść komentarza: A mogło być tak pięknie i jak zawsze ludzie się przestraszyli czegoś o czym nie mają pojęcia ;) Data dodania komentarza: 27.08.2026, 13:17 Źródło komentarza: TYLKO U NAS: Firma Resolve wycofuje się z planowanej budowy zakładu zagospodarowania odpadów na Kochankach! Autor komentarza: KOT Treść komentarza: Skarszewy to ciekawa kraina, można ich dymać bez mydła. Data dodania komentarza: 27.08.2026, 07:11 Źródło komentarza: Dojenie mieszkańców za wodę czy wywóz śmieci trwa Autor komentarza: Ja Treść komentarza: Najpierw należy dowiedzieć się u źródła a później cokolwiek pisać . Powtarzanie głupot pewnej redakcji i grupy ludzi a fb nie służy ani wam ani Starogardzianom . Data dodania komentarza: 26.08.2026, 18:10 Źródło komentarza: Zakład zagospodarowania odpadów w mieście?! Mieszkańcy „Kochanek”mają wiele wątpliwości
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama