Z polskiego punktu widzenia „gieroje” Zełenskiego byli zbrodniarzami wojennymi w służbie Hitlera. Byli uzbrojeni po zęby przez Niemców, duża część z nich była żołnierzami formacji SS (Die Schutzstaffel der NSDAP), uznanej po wojnie przez trybunał norymberski za formację zbrodniczą. Esesmani – obok NKWD – byli najgorszą padliną, jaka chodziła po ziemi w Europie XX wieku.
Wojna z Rosją przyniosła śmierć kilkuset tysiącom młodych Ukraińców i młodych ochotników spoza Ukrainy. Nie brakowało czynów heroicznych i prawdziwego męczeństwa. Spodziewaliśmy się, że spośród tej młodzieży, umierającej za wolność w starciu z postsowiecką, imperialną Rosją, współczesna armia ukraińska wybierze bohaterów i pokaże ich ukraińskiej młodzieży i całemu światu. Niestety, Zełenski i jego proniemieccy doradcy stawiają na pomnikach stare banderowskie trupy, które wprost deklarowały wymordowanie Polaków mieszkających – często od pokoleń – na ziemiach uznanych przez zbrodniarzy za ukraińskie. W czasie II wojny światowej w Polskim Państwie Podziemnym mieliśmy różne formacje: AK, NSZ, TOW Gryf Pomorski i pomniejsze. Żadna z nich nie nawoływała do mordowania sąsiadów – nawet Niemców czy sowietów. Tym się różni polska kultura i polska świadomość historyczna od ukraińskiej. I niestety, wydaje się, że nic się tu szybko nie da zrobić, bo to sprawa mentalności i utrwalonych przez pokolenia zachowań. Kiedy w roku 2023 Zełenski przyjechał do Polski po Order OO, byliśmy głęboko wzruszeni. Niektórzy mówili, że stał się cud. Że teraz Polacy i Ukraińcy staną się braćmi. Niestety, to była tylko odwieczna polska naiwność. Cudu nie było, a ukraiński Żyd, aktor stojący na czele Ukrainy, myśli tak samo o historii i polskich sąsiadach, jak Bandera, Suchewycz i inni. 2 miliony Ukraińców, którzy w sytuacji ekstremalnie trudnej znaleźli schronienie, ochronę, wikt i opierunek w Polsce, których dzieci korzystają z 800+ nic nie znaczy?! Zełenski patrzy na Niemcy jak na przyjaciół Ukrainy (!?), a Polakom spluwa pod nogi. No bo jak inaczej nazwać nadanie imienia „gierojow UPA” współczesnej ukraińskiej jednostce wojskowej? Gardzi nami?
Musimy chodzić twardo po ziemi. Bez sentymentów. Przez Polskę przechodzi cała pomoc dla Ukrainy. Podobno „musimy” pomagać, bo walczą z naszymi wrogami. Nie musimy, skoro nas nie szanują i nie mają nas za przyjaciół. Irytuje mnie nieudolność polskiego państwa – wszystkich kolejnych rządów – w sprawie ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Zamiast szarpać się z Ukraińcami, trzeba wreszcie zażądać, by Niemcy jako państwo zapłacili za te zbrodnie. Zgodnie z konwencja haską, byli okupantami na terenie, gdzie dokonało się to ludobójstwo. Jako okupanci mieli, według konwencji haskiej, zapewnić bezpieczeństwo ludności cywilnej. To oni są winni tragedii. Oni uzbroili zbrodniarzy, nie biorąc za nich odpowiedzialności. Gdybyśmy tak stawiali sprawę, to może wreszcie Ukraińcy też by zrozumieli, że ich „gieroje” byli po prostu pomocnikami Hitlera, więc nie ma się co nimi szczycić... Wszak świat popełnił „nazizm”…
Nadia i inni
Najgorszy błąd, jaki moglibyśmy teraz popełnić, to przyjąć, że Ukraińcy, z którymi na co dzień spotykamy się w naszych miastach, są tacy sami jak czciciele banderowskich zbrodniarzy. Są z nami, pracują z nami, pewnie każdy, tak jak ja, zna co najmniej jedną Nadię, która się uśmiecha i doradza przy kasie najbliższego mi sklepu albo Ninę, która sprząta klatkę schodową, nie traktując tego jako ujmy, bo żadna praca nie hańbi uczciwego człowieka. Nie patrzmy na nich jak na wysłanników Zełenskiego, choć może i tacy też się trafiają… Patrzmy na nich jak na sąsiadów i odwzajemniajmy uśmiech. To nie od orderu dla ukraińskiego Żyda, ale od naszych relacji z ukraińskimi sąsiadami zależy to, czy w końcu będzie między nami zgoda w prawdzie.

Nasza Maja kochana
Nawet ci z nas, którzy nie interesują się na co dzień sportem, przeżywali niezwykły marsz naszej małej (164 cm wzrostu), ale imponującej sercem, zachowaniem, uśmiechem i kulturą tenisistki – Mai Chwalińskiej. Wzór dla młodych sportowców. Spokój i żadnych złych emocji, krzyków, machania rękami, gdy coś się nie uda. Uśmiecha się, gdy trafi jej się głupi błąd. Czy stąd ta „odporność psychiczna”, którą zachwycali się sprawozdawcy? To chyba nie „odporność”, bo wszyscy podlegamy emocjom. To raczej kultura i naturalne dobro, wyniesione z domu. Zapamiętałem szczególnie dzień półfinałów. Najpierw o finał grają Ukrainka i Rosjanka. Wygrywa Rosjanka. Ukrainka nie podaje jej ręki. Wiadomo, bojkot wroga… Ale w takim razie dlaczego w ogóle z nią grałaś, skoro bojkotujesz Rosjan i Rosjanki? Czy grałaś dlatego, że miałaś nadzieję na większy urobek w Paryżu? Dziwny ten honor. Za chwilę gra Maja. Też z Rosjanką, Dianą Sznajder. Maja wygrywa po ciężkim boju. Podchodzi do siatki, przytula Dianę, która ma płacz na końcu nosa, dziękuje za grę. Bo to jest przecież sport, a nie wojna, nie polityka. I za to też kochamy naszą małą Maję i już czekamy niecierpliwie na Wimbledon. Początek 29 czerwca. Nie opuszczę żadnego jej meczu!
Szczury z Wiejskiej
W tygodniku „Warszawska Gazeta” zamieszcza od lat felietony Izabela Brodacka-Falzmann, żona Michała Falzmanna, kontrolera NIK, który został zamordowany w lipcu 1991 roku (miał 38 lat…), bo wykrył aferę FOZZ. Mroczna historia z czasów złodziejskiej „transformacji” państwa komunistycznego na państwo… postkomunistyczne. Znam osobiście panią Izabelę i czytam wszystkie jej felietony. Mam wrażenie, że to pisanie jest jakąś formą pamięci o ś.p. Michale. Tak jak jego, charakteryzuje ją prawda i pragnienie „Polski czystej jak łza”. Jeden z ostatnich felietonów poświęciła poselskim „kilometrówkom”, jako sposobowi na „dorobienie” bez pracy. Posłowie mają darmowe przejazdy wszystkim, co się rusza, po całej Polsce. Samolot, pociąg, autobus, nawet taksówka (każą wystawić rachunek). Ale to jeszcze im za mało. Deklarują na piśmie, że przejechali tyle i tyle kilometrów swoim samochodem i każą sobie płacić kilometrówkę. Nie muszą pisać kiedy, skąd i dokąd, ile kilometrów. Nie muszą się rozliczać przed żadna księgową! Przecież to wybitni, honorowi ludzie! Nic ci do tego, szaraczku.
Pisze pani Izabela: „<Dorabianie> kilometrówkami obiecał zlikwidować marszalek Szymon Hołownia. Później deklarował towarzysz marszałek Włodzimierz Czarzasty. Nie chcieli – nie umieli – tego nie wiem”. Poseł może, na podstawie tylko własnej deklaracji, dorobić w ciągu jednego roku 50.000 zł! Dzieli tę kwotę przez stawkę za kilometr i wychodzi mu, że w ciągu roku okrążył kulę ziemską… Kilka przykładów: „Minister Barbara Nowacka, która pobiera okazałą kilometrówkę, mieszka w Warszawie, przy ulicy… Wiejskiej. Jako minister jeździ służbową limuzyną z kierowcą… Anna Maria Żukowska deklaruje ogromną liczbę przejechanych kilometrów samochodem prywatnym, choć nie ma samochodu”… Do felietonu dołączono twarzyczki najpracowitszych posłów: Piotr Kandyba (KO) pobrał 48.300 zł. Jarosław Rzepa (Trzecia Droga) 49.808 zł. Mirosław Maliszewski (Polska 2050) 49.100… A jak tam poseł ziemi starogardzkiej, debiutant na Wiejskiej? Patryk Gabriel nie odstaje: 47.380 zł.
* * *
Zdołowałem Cię, Czytelniku, tym felietonem? Niestety, „taki mamy klimat”. Jeszcze coś na koniec. Wybitny polski historyk i historiozof, prof. Wojciech Polak napisał ostatnio: „Unia Europejska jest już w zasadzie zupełnie opanowana przez Niemcy. Głównym ich celem staje się w tej chwili federalizacja i stworzenie jednego państwa, które zarządzane byłoby z Brukseli, faktycznie zaś z Berlina” […] Wyjdźmy z Unii i odetchnijmy świeżym powietrzem”…

Napisz komentarz
Komentarze