sobota, 4 kwietnia 2026 20:04
Reklama

Uwierzyłam, że to wszystko moja wina. Bijesz? Nie kochasz!

POMORZE/STAROGARD GD. Kiedy po raz pierwszy zaprowadziłam do szkoły swoje dziecko zwrócił moją uwagę plakat kampanii społecznej wiszący w jednej z gablot. „Kochaj, nie bij” krzyczały wielkie litery. I w jednej chwili zrozumiałam – jedno wyklucza drugie.
Uwierzyłam, że to wszystko moja wina. Bijesz? Nie kochasz!
Marta ma 35 lat, jest zadbaną, ładną kobietą, szefową ważnego działu w jednej ze starogardzkich placówek finansowych.
- Sama nie wiem, jak mi się udało stworzyć to wszystko. Podobno dzieciństwo rzutuje na całe życie. Jedynym wytłumaczeniem może być chyba to, że wszystko zrobiłam „na przekór”.

Emocjonalne kalectwo
- Pierwsze lanie dostałam, kiedy miałam trochę ponad rok. Nie pamiętam tego, znam z opowiadań mojej matki. A właściwie nie z opowiadań – nieraz wykrzyczała mi, że problemy ze mną były odkąd stanęłam na nogi. Zbiła mnie wtedy, bo rzuciłam kubkiem, który się potłukł. Później dostawałam za wszystko – za wylaną zupę, za brzydkie słowo, za obgryzanie paznokci, za dwójki i trójki, za koleżanki których nie lubiła, za spóźnienia i przyjście przed czasem, za rozbite kolano…”Nie ma wyjścia, musisz dostać” – mawiała nieraz. A we mnie rosło poczucie winy za wszystko. Zanim cokolwiek zrobiłam miałam przed oczyma podniesioną rękę matki uzbrojoną w pas, smycz, kabel od prodiża. To nie były ani klapsy, ani pobicie. To było lanie. Biła zawsze po pupie i nogach, czasami po plecach. I zawsze długo. Tak długo, że nie miałam siły płakać. „Obiecuję sobie zawsze, ze uderzę dwa, trzy razy” – mówiła do ojca i babci – „Ale kiedy zacznę trudno mi przestać”. Dziś wiem, że miała po prostu problem ze sobą. Emocjonalne kalectwo połączone z agresją wobec słabszego.

Ufaj i bój się
Pamiętam, jak kiedyś piła kawę i tak pechowo potrąciła szklankę, że wszystko wylało się na jej sukienkę. „Jak mama się teraz zbije?” pomyślałam. To była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy. Byłam bardzo zdziwiona, kiedy mama wybuchła śmiechem. To, za co ja ponosiłam karę było po prostu zabawne…Im byłam większa, tym bardziej się gubiłam. Zaczęłam kłamać. Zamykałam się w sobie. Miałam problemy w szkole, ale ukrywałam to, bo bałam się bicia. „Dlaczego mi nie ufasz?” krzyczała moja matka. A za chwilę dodawała „jeśli dziecko nie będzie się bać, nic z niego nie wyrośnie”. A przecież lęk wyklucza zaufanie. Musiała o tym wiedzieć.

Bez prawa do obrony
 - Miałam 7 lat, kiedy na wf – ie nauczycielka zobaczyła moje posiniaczone nogi. Dostałam dzień wcześniej za trójkę z matematyki. Wtedy nie było ocen opisowych. Zapytała skąd to mam. Powiedziałam, że spadłam ze schodów. Wiedziała, że to nie prawda, ale wolała mieć problem z głowy. A ja czułam się tak bardzo winna, uważałam że na lanie zasłużyłam w pełni i za nic nie przyznałabym się skąd mam te sińce. Często trzęsły mi się ręce. Wychowawczyni powiedziała na wywiadówce, że podejrzewa u mnie nerwicę. Kiedy mama wróciła do domu tą nerwicę po prostu…wybiła mi z głowy. Babcia i ojciec czasami próbowali stawać w mojej obronie, ale kończyło się to zwykle tak, że stawali na linii ja – pas i …też obrywali.
Kiedy urodził się mój brat miałam 8 lat i wydawało mi się, że teraz będzie lepiej, bo on jest mniejszy więc będzie obrywał zamiast mnie. Kiedy miał około półtora roku dostał pierwszy raz, nie pamiętam już za co, ale ja dostałam także, bo chciałam go obronić. I odtąd razem „pchaliśmy ten wózek”. To ja pierwsza wiedziałam o sukcesach i niepowodzeniach mojego brata, to ja stawałam w jego obronie w szkole i na podwórku. Ta więź jest miedzy nami do dziś, chociaż on od trzech lat jest za granicą.

Bije, bo lubi
Ostatni raz dostałam od matki kiedy miałam 17 lat. Chodziłam do „czerwonego liceum”, a wiadomo, że to szkoła w której nie można sobie „odpuścić”. Ja trochę odpuściłam. Na początku naprawdę tylko trochę…Jedne wagary. Ale później bałam się pójść na klasówkę, bo nie nadrobiłam zaległości, przy odpowiedzi z matematyki wypadłam marnie…Drugie wagary, trzecie…Przez miesiąc nie byłam w szkole. Wystarczyło porozmawiać w matką i z wychowawczynią, ale bałam się tak strasznie, że milczałam. I kłamałam. Wydało się, kiedy do domu przyszedł list polecony wzywający rodziców. W szkole dostałam drugą szansę, a w domu dostałam takie lanie, że zemdlałam. To było ostatnie lanie, ale pamiętam je najlepiej ze wszystkich. Leżałam na podłodze zwinięta w kłębek, a matka biła…
Wtedy postanowiłam sobie, że już nigdy przenigdy nie dam jej powodu. Zrozumiałam też, że ona bije, bo lubi…Że to jej pomaga. Wzięłam się ostro za naukę, nie wychodziłam wieczorami, ubierałam się jak chciała. „No proszę, bicie jednak pomaga” mawiała nieraz. Nadal trzęsły mi się ręce z byle powodu, a po nocach śniły się pasy, smycze, kable i siniaki, ale powoli rodziło się we mnie poczucie własnej wartości. I zaczynałam rozumieć, że w większości przypadków nie zasługiwałam na lanie, że nie muszę ciągle nosić w sobie poczucia winy.
Moja matka była mistrzem karania. Kiedy przestała bić – a przestała, bo po prostu dorosłam – zaczęła z innej strony. Często osądzała wszystko co robiłam, a oceny były jednoznaczne – byłam zła, bezmyślna, głupia i podła, wieczna nieudacznica, idiotka, itp. Zamknęłam się przed matką, nie zwierzałam się, nie radziłam w niczym. Kilka razy powierzyłam jakiś sekret – wiedziało o nim pół osiedla, kilka razy poprosiłam o radę – usłyszałam, że w najprostszych sprawach nie umiem sobie radzić.
Skończyłam studia, wyszłam za mąż, wyprowadziłam się z domu, poszłam do pracy. Wszystko było nie tak – byłam idiotką która „łyknęła wykształcenia”, wołałam jakiegoś obcego faceta od własnej matki, zostawiłam ją z całym mieszkaniem na głowie (ojciec nie żył już, a brat się wyprowadził), odbiło mi bo zarabiam…Była u nas codziennie i zawsze te wizyty kończyły się tym, ze wychodziła trzaskając drzwiami, a ja płakałam kilka godzin.
Kiedy urodziłam córkę, wydawało mi się, że coś w matce drgnęło – naprawdę pomagała mi w opiece nad małą. Mogłam wrócić do pracy, matka zajęła się dzieckiem i wyglądało, że wreszcie budzi się w niej coś na kształt miłości. Kiedy córka miała trzy lata wzięła nożyczki i obcięła sobie włosy. Niejedno dziecko to robi. Wtedy w mojej obecności matka zaczęła ją bić. Zrozumiałam, że nic się nie zmieniło, że to silniejsze od niej. Zrezygnowałam z pomocy matki, wynajęłam nianię. To było pierwsze i ostatnie lanie w życiu mojego dziecka.

Uczuć nie da się wytłumaczyć
Kiedy zachorowała byłam przy niej. Potrzebowała mnie, była zupełnie sama. Byłam nie z obowiązku, nie z przymusu. Po prostu kochałam ją. Nigdy nie była moją przyjaciółką, powiernicą, wsparciem. Ale uczuć nie da się wytłumaczyć i ja tego wytłumaczenia nie szukam. Podobno ofiara często kocha swojego kata, czuje się od niego uzależniona emocjonalnie. Miałam taką bardzo cichą nadzieję, że wykorzysta ostatnie momenty na to, aby dać mi trochę czułości, że może powie „kocham”. Nic takiego się nie stało. Jedno z całą pewnością muszę przyznać mojej matce – nigdy nie kłamała. Nie chcę do tego wracać, ani analizować. Bite dziecko nigdy nie dorasta. Jest w dorosłym człowieku i paradoksalnie jest jakby coraz mniejsze, coraz bardziej bezbronne, a zajmuje coraz więcej miejsca. Bite dziecko przez lata będzie cię budzić po nocach, żebyś płakał razem z nim. Powód jest jeden – nie było kochane przez tych, od który w naturalny sposób oczekuje się miłości. To chyba najgorszy życiowy zawód.
W święto zmarłych już trzeci rok z rzędu zapalę znicze na grobie mojej matki. Opowiem mojemu dziecku o tym, jaka dobra była babcia i jak za nią tęsknię. Jestem dumna, że nie muszę mieć do siebie o nic żalu, że do końca zachowałam się tak, jak powinna córka. Takie wyrzuty robi sobie mój brat – nie przyjechał, kiedy chorowała, ledwo zdążył na pogrzeb i …nie potrafił się rozpłakać. Nie wiem, która z reakcji była bardziej prawidłowa – jego, czy moja. Wiem tylko, że ja nigdy nie uderzę swojego dziecka. Nie mogłabym tego zrobić. Z prostej przyczyny – bo kocham.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie bądź obojętny

Na stronie www.we-dwoje.pl znajdują się materiały innej kampanii społecznej „Zobacz – usłysz – powiedz”. Czytamy tam miedzy innymi:
Zobacz, choć moje rany, pręgi i siniaki czasami trudno dostrzec.
Bicie, szarpanie, rzucanie – zdarza się w wielu domach, także tych „normalnych” , uważanych za wzorowe. Przemoc fizyczna wobec dziecka nie zawsze pozostawia widoczne ślady – większość rodziców, którzy biją swoje dzieci, starają się to ukryć… Dzieci – często przerażone – nie potrafią się poskarżyć, wstydzą się, wierzą w to, co mówią rodzice, że to wszystko „ich wina, że na to zasłużyły. Nie odwracaj wzroku od cierpienia dziecka. Możesz pomóc dziecku. Czasami naprawdę niewiele potrzeba, żeby zatrzymać przemoc.

Usłysz, choć mój płacz czasami trudno usłyszeć. Nie skarżę się, bo nie potrafię powiedzieć o swoim bólu, strachu i samotności.
Codziennie tysiące polskich dzieci doświadcza przemocy ze strony swoich rodziców. Wiedz, że czasami jesteś jedyną osobą, która dostrzega, że w domu dziecka dzieje się coś niepokojącego. Pomyśl, ilu dziecięcych dramatów można by uniknąć, gdybyśmy umieli stanąć w obronie słabszego.
Może Tobie uda się usłyszeć szept przerażonego dziecka.

Powiedz, choć to może być trudne… Nie poradzę sobie bez Twojej pomocy.
Jeśli wiesz lub podejrzewasz, że dziecko jest bite – zareaguj. Pamiętaj, że jest wiele osób, które mogą Cię wesprzeć. Naszym obowiązkiem jest ochrona tych, którzy nie są w stanie sami się obronić. Dzieci mają prawo, by żyć bez zmartwień, strachu i bólu. Ty także możesz ocalić dziecięcy uśmiech. Czasami jesteś jedyną osobą, która może ocalić dzieciństwo.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

wiliama 11.01.2020 18:36
Rodzice sa odpowiedfzialni za wychowanie swojego dziecka i to oni powinni ustalac wspolnie metody wychowania ktore beda stosowac. Tak bylo u mnie, w kredensie w kuchni wisial pasek i dyscyplinka i w razie potrzeby pomagaly w naszym wychowaniu. To czy i jak bedziemy karani to zalezalo tylko od nas bo bylismy pouczeni jak mamy postepowac i czego nie wolno nam robic. Oczywiscie naszym obowiazkiem bylo sluchac rodzicow jak i nauczycieli, odrabiac regularnie lekcje, zadne chodzenie na wagary czy palenie papierosow lub picie. Musze przyznac ze nieraz wydawalo mi sie krzywdzace ze tyle jest zakazow, ze nie wolno czegos robic az do matury ale teraz jestem wdzieczna rodzicom za kazdy pasek czy dyscyplinke bo to ksztaltowalo moja pozytywna osobowosc. Do czasu pojscia do szkoly podstawowej ani pasek ani dyscyplinka nie byly uzywane - czasem otrzymalo sie przyslowiowego 'klapsa' reka, dopiero w szkole podstawowej i sredniej nieraz nasze tylki obrywaly w wypadku jakiejs samowoli. To pozwolilo na prawidlowy rozwoj ku naszym jak i naszych rodzicow zadowoleniu. Teraz jestem wdzieczna rodzicom bo dziecko nie wszystko rozumie i obowiazkiem rodzicow jest nawracac go na wlasciwa droge w zyciu.

jola 06.11.2009 15:53
co gdzie jak

jak 06.11.2009 15:52
ale jak to

Reklama
Reklama
Wernisaż wystawy malarstwa Moniki Osowskiej w starogardzkim ratuszu Wernisaż wystawy malarstwa Moniki Osowskiej w starogardzkim ratuszu Muzeum Ziemi Kociewskiej zaprasza na wernisaż wystawy „Piękno w wielu wymiarach – twórczość malarska Moniki Osowskiej”, który odbędzie się w piątek, 10 kwietnia o godz. 17:00 w Ratuszu Miejskim w Starogardzie Gdańskim (ul. Rynek 1).Podczas wydarzenia będzie można zobaczyć prace Moniki Anny Osowskiej, artystki urodzonej w Starogardzie Gdańskim, która obecnie mieszka w Mirycach w gminie Skórcz. Na co dzień pracuje w Kociewskim Centrum Zdrowia, gdzie zajmuje się dostarczaniem posiłków pacjentom, a swoją pasję do malarstwa rozwija od wielu lat.Artystka od lutego 2018 roku jest członkinią Grupy Twórczej „Kreska” działającej przy Miejskim Ośrodku Kultury w Skórczu. W 2025 roku dołączyła również do Stowarzyszenia Twórców „Feniks”.W twórczości Moniki Osowskiej dominują motywy przyrodnicze – artystka szczególnie ceni piękno natury, które często pojawia się w jej obrazach. Maluje również twarze kobiet i dziewczynek, anioły oraz obrazy o tematyce religijnej. Jej styl wyróżniają intensywne kolory, wyraźne linie oraz bogactwo detali.Organizatorzy zapraszają wszystkich miłośników sztuki do udziału w wydarzeniu i poznania twórczości lokalnej artystki.SEO (max 150 znaków):10 kwietnia w Ratuszu w Starogardzie Gdańskim odbędzie się wernisaż wystawy „Piękno w wielu wymiarach” – malarstwo Moniki Osowskiej. Start o 17:00.Data rozpoczęcia wydarzenia: 10.04.2026
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: LeoTreść komentarza: Brawo. Będzie nowy parking.Data dodania komentarza: 1.04.2026, 18:28Źródło komentarza: Trwa modernizacja chodnika w LubichowieAutor komentarza: OrtografistaTreść komentarza: Wiadomo jaki kaliber tych przestępców jest. Dajcie spokój o alimecisrzu mogli nie pisać . Alimenty powinny być po 300 zł na dziecko płacone z skarbu państwai dzięki temu wszyscy alimecisrze co siedzą by wyszło a koszt ich utrzymania jest napewno wyszy niż tych alimentów po 300 zł....Data dodania komentarza: 29.03.2026, 10:48Źródło komentarza: Skuteczne działania starogardzkich policjantów. Kolejni poszukiwani trafią za kraty.Autor komentarza: PiotrTreść komentarza: Witam. Ja w latach 80-tych jeździłem motorem się tam kapać. Było jezioro, które tworzyła zapora zbudowana dla potrzeb młyna. Po chyba dwudziestu latach widzę że nie ma już jeziora a zpora jest uszkodzona. Pytanie jak to się staloData dodania komentarza: 28.03.2026, 18:32Źródło komentarza: Jakie tajemnice skrywa maleńka osada w gminie Osiek? Autor komentarza: CzarodziejTreść komentarza: Ten artykuł jak i cała redakcja nie jest do końca kompetentna ,są na to nie do podważenia a gumenty 😎Data dodania komentarza: 27.03.2026, 14:03Źródło komentarza: Pijany motocyklista wpadł po wywrotceAutor komentarza: DawidTreść komentarza: Jesteś chory psychicznie Człowieku.Te chelikoptery to nic Więcej jak zastraszania Polaków wojną .Żeby nikt nie mówił o prawdziwych problemach z którymi Polacy borykają się na Codzień.Data dodania komentarza: 24.03.2026, 14:50Źródło komentarza: FOTO: Tajemnicze samoloty nad Starogardem Autor komentarza: Zabros...Treść komentarza: Witam.Dobrze że są pieniądze i cos robią ale by trza było pomyśleć o odcinku drogi ul.Chopina przy Specjalistycznym Ośrodku Wychowawczym.Droga się zapada urywają misy olejowe w samochodach a najgorsze to że wybija szambo i się przelewa na drogę.Na tą chwilę zaczyna znowu się zapadać pod wpływem nieszczelności rur położonych od szamba przez ulice .Co roku przyjeżdża ekipa zasypuje dół układa trelinkę i tylko tyle, zamiast wymienić rury.Data dodania komentarza: 21.03.2026, 07:34Źródło komentarza: Są pieniądze na remont pustostanów w mieście
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama