FELIETON: To była słoneczna niedziela…

  • 18.09.2021, 13:40
  • Piotr Szubarczyk
FELIETON: To była słoneczna niedziela…

Podziel się:

Oceń:

17 września wspominamy rok 1939 i sowiecki napad na Polskę. Jest to także nasze polskie święto państwowe: Światowy Dzień Sybiraka (od roku 2003).

17 września 1939 roku była niedziela. Dlaczego Sowiety napadły na Polskę w niedzielę a nie w sobotę lub w poniedziałek? Tak samo można by jednak zapytać, dlaczego Ukraińcy urządzili Polakom rzeź („Krwawa Niedziela” 11 lipca 1943 roku) także w niedzielę?

To nie było przypadkowe. Niedziela to dzień Pański, nawet w warunkach wojny. Ludzie idą tego dnia do kościoła. Syny bolszewickiego diabła liczyły na większą bezbronność, dezorientację i zaskoczenie Polaków. Diabły od Bandery i Suchewycza liczyły na to samo. Przecież w niedzielę człowiek się modli, łatwiej go wtedy zabić!

Stalinowi nie wystarczył tajny pakt z Hitlerem. Musiał się upewnić, że jego przewidywania, co do papierowych gwarancji W. Brytanii i Francji dla Polski są słuszne. Nie mylił się. Kilka dni wcześniej, 12 września 1939, odbyła się w Abbeville we Francji brytyjsko-francuska konferencja, na której zdecydowano o nieudzielaniu Polsce pomocy w walce z Niemcami – wbrew danym nam gwarancjom! Jakby na ironię, pięć lat później – we wrześniu 1944 roku – Abbeville zostało wyzwolone od Niemców przez I Dywizję Pancerną gen. Stanisława Maczka. Dodajmy jeszcze, że 12 września 1683 roku Jan III Sobieski ratował Zachód przed najazdem osmańskim!

Na sowieckim, chamskim plakacie propagandowym z września 1939 żołnierz Armii Czerwonej dobijał Białego Orła, symbol „jaśniepańskiej” Polski. Ten nienawistny plakat oddawał prawdziwe intencje Związku Sowieckiego wobec Rzeczypospolitej Polskiej i prawdziwe cele agresji, która się rozpoczęła w pamiętną niedzielę 17 września. Zarówno Niemcy Hitlera, jak i Sowiety Stalina dążyły do obalenia porządku politycznego, ustanowionego w traktacie wersalskim. Porządku politycznego i ładu moralnego w Europie, który urzeczywistnił wielopokoleniowe aspiracje zniewolonych narodów Europy do własnej państwowości: Finów, Litwinów, Łotyszów, Estończyków, Irlandczyków, Islandczyków, Czechów, Słowaków, narodów południowej Słowiańszczyzny, nade wszystko Polaków.

Kiedy dziś słucham w polskim Sejmie kanalii pochwalających nielegalne przekraczanie polskiej granicy wschodniej, próby niszczenia naszych umocnień granicznych, natychmiast stają mi przed oczyma niemal identyczne akcje sprzed 17 września 1939 roku, opisane później przez świadków historii. To dlatego trzeba było powołać Korpus Ochrony Pogranicza. Kiedy słyszę, jak jedna z kanalii domaga się nazwisk polskich żołnierzy na granicy, bo nie chcą wykonywać poleceń tej kanalii, to natychmiast przypominają mi się relacje na temat męczeństwa żołnierzy KOP, mordowanych przez czerwonych po wzięciu do niewoli. Wariata biegającego z reklamówką wzdłuż granicy nie zatrzymywałbym. Niech biegnie do swojego „wolnego świata”! Niejeden z agenturalnej, bolszewickiej KPP w taki sposób przekraczał przed wojna polską granicę. Potem sowieci strzelali mu w łeb, bo oni nikomu nie ufali. Dla nich nawet taki polski renegat był tylko „szpionem”.

Kłamstwa sowieckie i kłamstwa posowieckie…
Zapamiętamy na zawsze słowa Władymira Putina z 1 września 2009 na Westerplatte o tym, że wojna miała początek w traktacie wersalskim, który spowodował poniżenie Niemiec po zakończeniu I wojny światowej. To stare kłamstwo o „dyktacie wersalskim”, którym posługiwali się obydwaj agresorzy w roku 1939 – do tego stopnia, że sowiecki minister komisarz Wiaczesław Mołotow nazwał niepodległą Rzeczpospolitą bękartem traktatu wersalskiego.

Nasi w Warszawie
W niedzielę przeżywaliśmy późne beatyfikację wielkich Polaków: Prymasa Tysiąclecia i twórczyni Zakładu dla Ociemniałych Dzieci w Laskach. Piszę o „późnych” beatyfikacjach, bo w obu przypadkach przeszkód nie było. Dwoje wybitnych Polaków umierało w opinii świętości. Matka Elżbieta Róża Czacka pochodziła z rodziny arystokratycznej. Jej licznych przedstawicieli, zapisanych dobrze w historii Polski, znamy zwłaszcza z Mazowsza i z Pomorza. Muszę się przyznać, że w pięknej uroczystości w Świątyni Opatrzności Bożej był moment, który mnie zirytował. Powiedziano, że matka Elżbieta Róża „urodziła się na Ukrainie”. Przecież to poprawnopolityczne bzdury. W roku 1876 nie było żadnej „Ukrainy”. Nawet tego słowa jeszcze nie używano! To były polskie Kresy. Dalekie Kresy. Mieszkali tam Rusini i Polacy, którzy na Kijowszczyźnie czy Bracławszczyźnie przyczynili się do gospodarczego rozwoju tych ziem. Byli właścicielami i dzierżawcami majatków, stworzyli na przykład przemysł cukrowniczy. Te Kresy, tym bardziej te bliższe, z Wilnem i Lwowem, zawsze będą „polskie”, niezależnie od przynależności państwowej. Matka Elżbieta Róża urodziła się na dalekich kresach Rzeczypospolitej, w czasach zaborów.

Ciekawa rzecz. Ksiądz Stefan Wyszyński pochodził właściwie z polskiego ludu, a mimo to doskonale rozumiał się z arystokratką. Pochodził z ludu a przeszedł do historii jako „niekoronowany król Polski”. To jeszcze jeden dowód na to, że jest arystokracja ducha, która nie zależy od pochodzenia czy od zamożności. Można być bogatym chamem i można być ubogim, ale królem…

Na uroczystości w Warszawie pojawili się nasi ludzie: ze Starogardu, z Tczewa, z Pelplina, ze Sztumu. Ze Starogardu przyjechał autokar wypełniony ludźmi, pod duchową opieką ks. Dariusza Nency, proboszcza parafii św. Katarzyny. Nie było dla nich miejsca przy Świątyni Opatrzności Bożej, ale chcieli być tego dnia w Warszawie, więc oglądali uroczystość na telebimie, modląc się w kościele Najświętszego Zbawiciela w Warszawie, przy placu Zbawiciela. To niezwykła świątynia. W czasie wojny punkt spotkań konspiracyjnych, miejsce „zakazanych” modlitw. W żydowskie święto Jom Kipur  1943 roku grupa Żydów przyszła do kościoła. Wyszedł do nich ksiądz katolicki i razem się modlili za prześladowanych. Po Powstaniu Warszawskim niemieccy bandyci postanowili zniszczyć kościół. Częściowo im się to udało. Został odbudowany wielkim wysiłkiem po wojnie.

Przy okazji pobytu na uroczystościach beatyfikacyjnych pomodliliśmy się na Mokotowie, przy pomniku sanitariuszki Ewy Matuszewskiej ps. „Mewa”, którą Niemcy zamordowali w punkcie sanitarnym 26 września 1944 roku. Zapaliliśmy świecę poświęconą w Świątyni Opatrzności Bożej. Ewa nie ewakuowała się, bo miała pod opieką trzech ciężko rannych chłopców, wśród nich Witka Wettę, harcerza ze Starogardu. Tych trzech niemieccy bandyci też zamordowali.

Na zdjęciu pierwszy z lewej pan Stefan Kukowski z Tczewa, wielki mistrz Orderu św. Stanisława, z prawej pan Bogdan Wiśniewski z Pelplina, znany z felietonów w Radio Maryja, obok w środku pan Piotr Stec, radny powiatu sztumskiego. O Ewie i Witku już wcześniej wspominałem, napiszę o nich więcej za tydzień.

Piotr Szubarczyk

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe