Felieton: Niezapomniana Msza św. na Rynku

  • 02.05.2021, 22:10
  • redakcja
Felieton: Niezapomniana Msza św. na Rynku

Podziel się:

W poniedziałek będzie 3 Maja. Bardzo w tym roku smutny. Najsmutniejszy od czasów PRL. Nie tylko z powodu „prawa covidowego”. Nawet pogoda jakby się do tego dostosowała. A przecież 40 lat temu na Rynku w Starogardzie doszło do największego i najpiękniejszego spotkania Kociewiaków face to face w wielowiekowej historii miasta.

Nie policzyliśmy się wtedy. Szkoda. Są tylko szacunki. Nie zmieściliśmy się na Rynku podczas Mszy św. polowej 3 maja 1981 roku o godzinie 10.00. Ludzie stali we wszystkich ulicach, prowadzących do Rynku. Obliczaliśmy liczbę uczestników tego zgromadzenia na ponad 15 tysięcy ludzi! Miasto liczyło wtedy 46 tysięcy… Samo przejście księży z kościoła św. Mateusza pod ścianę północną Ratusza, gdzie zaimprowizowany był prosty ołtarz, trwało co najmniej 10 minut. Trzeba się było przecisnąć przez tłum! Jedno jest pewne: nigdy w historii Starogardu, od czasów najdawniejszych, nie było tak licznego zgromadzenia! Choćby dlatego godne jest zapamiętania i przypominania. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek w historii to się powtórzyło.
Jak wyjaśnić ten fenomen? Byliśmy po 36 latach rządów komunistycznych. Wszelkie uroczystości, zgromadzenia odbywały się przez te lata według ściśle rozpisanego scenariusza, bez możliwości improwizacji, spontaniczności. Kościół był szykanowany a za dodatkowy głośnik, poza planem uzgodnionym z urzędem, podczas procesji Bożego Ciała, ksiądz płacił karę. Wtedy, podczas tej niezapomnanej Mszy św., fascynował nas sam fakt, że uklękniemy na „świeckim” Rynku, którym maszerowały wymuszone, 1-majowe pochody, i będziemy się modlić! Nasza przestrzeń codziennego życia zostanie uświęcona!

Witaj, Majowa Jutrzenko!
Stałem przyciśnięty do ściany Ratusza, tuż obok chóru szkolnego z Zespołu Szkół w Bolesławowie, który pięknie zaśpiewał Gaude Mater Polonia. Śpiewaliśmy też – jeszcze mi to w uszach brzmi! – Z dawna Polski Tyś Królową i Jak szczęśliwa Polska cała. Jednak prawdziwym „hitem” spotkania była nie śpiewana od lat pieśń Witaj, Majowa Jutrzenko! Wydrukowaliśmy ją w specjalnym programie. Nakład 5 tysięcy egzemplarzy był niebotyczny, jak na tamte czasy. Rozszedł się błyskawicznie, zanim zadzwonił dzwonek na rozpoczęcie Mszy św.

Samocenzura
Przeżywałem wielkie rozterki, przygotowując ten drukowany program. Zawierał piękny tekst ks. Józefa Talkowskiego z parafii św. Wojciecha o Maryi Królowej Polski (Zawsze z Nią) i rys historyczny o Konstytucji 3 Maja, którego napisanie przypadło mnie. Młodym ludziom trudno dziś byłoby zrozumieć moje rozterki. Pisz i drukuj! Tylko sprawdź literówki! Tak to wygląda dziś. A wtedy? Komputerów i drukarek nie było. Kserokopiarki były pod ścisłą kontrolą straży przemysłowej w zakładach. Papier był ściśle wydzielany i nieustannie go brakowało. Nasz program w nakładzie 5 tysięcy mogła wydrukować jedynie mała drukarnia (skład ręczny!) na Rynku, kierowana przez państwa Janikowskich. Specjalizowała się w drukach ślubnych, klepsydrach etc. Żeby wydrukować program, potrzebowała zgody delegatury gdańskiej Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk – instytucji centralnej z siedzibą na ulicy Mysiej w Warszawie. Bez cenzury w tamtych czasach nie wolno było drukować nawet nekrologów! Trzeba było po napisaniu tekstu jechać do Gdańska na Targ Drzewny i prosić cenzora o zgodę na druk!
Na czym polegała ówczesna cenzura? Oto fragment tajnych zapisów z tego czasu:
Należy eliminować informacje o licencjach nabywanych przez Polskę w krajach kapitalistycznych […]. Należy bezwzględnie eliminować wszelkie dane zbiorcze dotyczące ilości wypadków drogowych, pożarów, utonięć, jak również tonować zbyt alarmistyczne publikacje na ten temat […]. Można zwalniać materiały na temat starań o beatyfikację Polaków, jeśli z kontekstu nie wynika, że kandydat zasłużył się lub ucierpiał w walce z ruchem komunistycznym […]. Nie należy dopuszczać do publikacji danych liczbowych obrazujących stan i wzrost alkoholizmu w skali całego kraju […]. Nie należy dopuszczać żadnych informacji na temat afery łapówkarskiej w Sandomierzu […]. Należy eliminować wszelką krytykę defilady wojskowej w Warszawie. Za akcenty krytyki uznać można aprobatę dla wycofania samolotów i wozów bojowych z defilady w Paryżu…
W naszym przypadku cenzor musiał wiedzieć, że w szkicu historycznym o konstytucji nie będzie porównań między carskim uciskiem a brakiem wolności w państwie komunistycznym. Musiałem pisać program tak, by cenzor niczego nie poskreślał, ale też by z niczego ważnego nie rezygnować. Zastanawiałem się na przykład, czy przejdzie przez cenzurę jedna ze zwrotek pieśni trzeciomajowej: Ale chytrości gadzina młot swój na nas gotowała. Z piekła rodem Katarzyna Moskalami kraj zalała… Przecież Moskale znowu zalewają nasz kraj. Czy ten tekst nie zostanie uznany za „antyradziecki”? Siedziałem nad dwustronicowym tekstem przez pół nocy, zmieniając go kilka razy. W końcu sam zrezygnowałem z uwag dotyczących powojennych szykan wobec ludzi, którzy chcieli uczcić 3 Maja biało-czerwoną flagą. Jechałem do Gdańska wściekły, bo sam się ocenzurowałem, żeby tylko ten program wydrukować. Pomyślałem jednak, że najważniejsza jest Msza św., wspólne modlitwy i wspólne pieśni.
W siedzibie cenzury, w gdańskim Domu Prasy, wyszedł do mnie cenzor, wziął teksty ks. Talkowskiego i mój do reki, po czym bez słowa podpisał zgodę i postawił pieczeć! Był kompletnie pijany! Zrozumiałem, że wyszedłem na dudka. Nie wziąłem pod uwagę, że partyjni cenzorzy są tak strasznie sfrustrowani „karnawałem ”, że powoli tracą „czujność”! Plułem sobie w brodę, wracając do Starogardu, bo przecież mogłem napisać, co tylko chciałem!

Mocniej kochać Boga, Ojczyznę i Braci…
Takiego skupienia, powagi i radości, jaka była podczas tej Mszy św., nigdy wcześniej ani potem nie spotkałem. Obawy o to, że w takim tłumie wszystko może się zdarzyć (mieliśmy skromną służbę porządkową) okazały się płonne. Głównym celebransem był ks. Jan Kahl – proboszcz parafii św. Wojciecha, dziekan starogardzki. W koncelebrze ks. kanonik Konrad Baumgart, proboszcz parafii św. Mateusza, i ks. dr Roman Ciecholewski, proboszcz parafii św. Katarzyny. Homilię, a raczej piękne, tradycyjne kazanie, wygłosił ks. Józef Talkowski, który potem został proboszczem w Nowem. Mówił jak zawsze pięknie i treściwie: „Wroćmy do domów z postanowieniem wypełnienia testamentowych słów Chrystusa: , by za przykładem Jana Apostoła wziąć Ją do siebie a z Nią ciągle mocniej kochać Boga, Ojczyznę i Braci”.
Pięknie wybrzmiał chór i piękne były nasze śpiewy. Rozejście się trwało bardzo długo. Mieliśmy świadomość, że uczestniczymy w czymś niezwykłym. To nie tylko Msza św., ale i spotkanie wspólnotowe rodziny starogardzkiej, kociewskiej.
Jeśli posiadają Państwo zdjęcia czy pamiątki z tego niezwykłego dnia, proszę uprzejmie o zeskanowanie ich ([email protected]) albo udostępnienie w redakcji do zeskanowania. Chętnie też opublikujemy Wasze wspomnienia z tego dnia.

_redakcja

Komentarze (0)


Pozostałe