Felieton: „Wyzwoleni” i upodleni

  • 26.04.2021, 07:40
  • redakcja
Felieton: „Wyzwoleni” i upodleni

Podziel się:

Gdyby sowiecki komunizm przetrwał w Polsce do dziś, to 21 kwietnia świętowalibyśmy 76 rocznicę „układu o przyjaźni i pomocy wzajemnej między Polską a Związkiem Radzieckim”.

Układ podpisano w Moskwie, gdy trwała jeszcze wojna, a polskimi miastami rządzili sowieccy komendanci wojskowi (także na Kociewiu). Układ „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” [!] sygnował tzw. „prezydent Krajowej Rady Narodowej”. Był to agent sowiecki od lat 20. i jako obywatel polski zasługiwał na stryczek za zdradę – za podjęcie służby na rzecz obcego, wrogiego Polsce państwa. Bolesław Bierut usłyszał jednak od Stalina, że dopóki armia sowiecka stoi w Polsce, to „możecie powiedzieć swoim przeciwnikom, że dwa razy dwa równa się szesnaście i oni muszą to przyjąć”. Bierut nie miał żadnych upoważnień do występowania „w imieniu Rzeczypospolitej”. Legalne władze Rzeczypospolitej Polskiej rezydowały wówczas w Londynie i były  uznawane przez cały świat. Nie uznawały ich tylko Niemcy Hitlera, Sowiety Stalina i ich sojusznicy.
Moskiewski układ między Stalinem i jego agentami, reprezentującymi rzekomo Polskę, był aktem poddańczym. Głosił „zasadniczy przełom w dziejach stosunków polsko-radzieckich”, czyli uznanie odwiecznego wroga i agresora za przyjaciela. Głosił, że Sowiety Stalina i podbita Polska „będą umacniały przyjazną współpracę w myśl zasad wzajemnego poszanowania swej niezależności i suwerenności, jak również nieingerowania w sprawy wewnętrzne drugiego państwa”. Było to bezczelne kłamstwo. Sowiety nie tylko ingerowały we wszystkie sprawy polskie, ale de facto rządziły kadłubowym państwem. Kiedy dziś niektórzy wydziwiają nad „beznadziejną” walką żolnierzy wyklętych, „nie liczących się z realiami politycznymi”, to niech pomyślą, jakim upokorzeniem dla młodych oficerów i żołnierzy AK, NSZ, TOW „Gryf Pomorski” i innych ugrupowań Polskiego Państwa Podziemnego, były rozpoczynające się rządy sowieckiej zbrodniczej żulii w straszliwie okaleczonym wojną państwie. „Wyklęci” chwytali się jakiejkolwiek nadziei, trudno było im uwierzyć, że zostaliśmy tak podle zdradzeni.

Złóżcie nam hołd!
Sowietom nie wystarczało podporządkowanie sobie – za zgodą Amerykanów i Brytyjczyków – niepodległych przed wojną państw Europy środkowej. Obyczajem azjatyckich despotów życzyli sobie, byśmy im za to składali hołd w miejscach publicznych! Wynędzniała, wykrwawiona wojną i głodująca Polska rozpoczęła budowę około pięciuset [!] pomników „wdzięczności” armii sowieckiej. Inicjatorami tych symboli zniewolenia byli albo sowieccy komendanci wojenni, albo UB, albo szczególnie gorliwi aparatczycy nowego chowu, których do Starogardu, Tczewa i innych miast kociewskich, przysłał z Bydgoszczy do rządzenia – pełnomocnik sowiecki na Pomorze Nachum Alster, syn Mojżesza, politruk w wojsku „ludowym”. Budowa tych pomników była wtedy w zrujnowanych miastach ogromnym wydatkiem, jednak instalująca się władza sowiecka nie chciała słyszeć o rezygnacji z tych wydatków. Były ważniejsze od aprowizacji.

Pomnik w Starogardzie
stanął w roku 1946 na Rynku, nazwanym placem 1 Maja. W miejscu, gdzie w czasie okupacji odbywały się uroczystości hitlerowskie, po zachodniej stronie. Wyróżniał się na całą Polskę, ponieważ nadgorliwcy wstawili w górnej części daty 1939-1945! Wynikało z tego, że dziękujemy Sowietom także za rok 1939! Ośmiometrowa budowla była zwieńczona obowiązkową, pięcioramienną gwiazdą, symbolem zbrodniczego państwa sowieckiego. Ogłoszono, że pomnik powstał „ze składek społeczeństwa”, ale to była nieprawda. Wydano na to – pod presją UB – pieniądze z ubogiej kasy Zarządu Miasta.
Starogardzki pomnik wyburzono w ciągu jednego dnia, w roku 1990, bez pytania o zgodę. Decyzję podjął nowy prezydent miasta Paweł Głuch, wybrany z listy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Na pytanie wojewody gdańskiego, kto mu na to pozwolił, odpowiedział szczerze, że nikt…
Tczew nie obalił czerwonej gwiazdy, więc został skazany na upokarzające zmagania się z sowieckim symbolem przez całe lata. Podobnie było w Skarszewach z „wdzięcznością” z roku 1950.
Rosja posowiecka zażądała każdorazowej konsultacji przy planach burzenia sowieckich symboli poddaństwa! Powoływała się na umowę polsko-rosyjską o wzajemnym poszanowaniu grobów wojennych. Pomniki potraktowano jako upamiętnienie poległych sowieckich żołnierzy. Tylko dlaczego na rynkach, w centrum naszych miast, a nie na cmentarzach?

Dopiero w roku 2016
Sejm przyjął specjalną ustawę o zniesieniu nazw ulic i pomników, gloryfikujących sowieckie, zbrodnicze państwo. 27 lat od Okrągłego Stołu i powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego, który rzekomo zakończył komunizm w Polsce! Jednak postkomunizm zdążył się już umocnić w polskich miastach i gminach, które bezczelnie odmawiały dekomunizacji przestrzeni publicznej, lekceważąc ustawę, szydząc z „pisowskiej Polski” i z IPN-u, którego obowiązkiem było wskazanie nazw i obiektów do likwidacji! Używano różnych wymówek, twierdząc na przykład, że posowieckie nazwy i obiekty symboliczne są „świadectwem epoki”. Skoro tak, to trzeba by przywrócić Adolf Hitler Platz w Warszawie! Byłby „świadectwem” próby całkowitego zniszczenia stolicy Polski przez Niemców.
Żeby z Mokotowa dojść do centrum Warszawy, trzeba przeciąć aleję Armii Ludowej, której „żołnierze” byli podporą powojennych katowni ubeckich w całej Polsce (między innymi kat na Mokotowie). Potem idzie się placem Konstytucji, ustanowionym na cześć sowieckiej konstytucji dla zniewolonej Polski (1952), sprawdzonej osobiście przez Stalina, z jego zachowanymi poprawkami! Po przejściu kolejnych kilkuset metrów otwiera się przed nami widok na Pałac Stalina (nazwa oryginalna, nigdy nie zmieniana!), zwany „pałacem kultury i nauki”.

32 lata
po deklarowanym odejściu od sowieckiego zniewolenia, ciągle jesteśmy świadkami upokarzania zmarłych i żyjących jeszcze Polaków, którzy stracili życie lub zdrowie, broniąc honoru Polski, której niepodległość kosztowała cierpienia i ofiary tylu pokoleń! Upokorzenia poprzez konserwowanie pod różnymi pretekstami symboli sowieckiego upodlenia nas przez tyle długich lat. Dajmy na Kociewiu dobry przykład całej Polsce, likwidując wszelkie za chowane jeszcze relikty sowieckie.

Potrzeba modlitwy
Od 4 kwietnia do 16 maja 1940 roku rozlegały się strzały w Lesie Katyńskim, w piwnicach Smoleńska, Tweru, Charkowa i w innych miejscach kaźni. Zbrodnia Katyńska pochłonęła 21.857 polskich oficerów, policjantów i więźniów politycznych. Wśród nich wielu z Kociewia. Pamiętajmy o nich w modlitwie, zwłaszcza w tym czasie. Oni bardzo jej potrzebują.


_redakcja

Komentarze (0)


Pozostałe