Harcerska dola i niedola

  • 09.02.2020, 12:06
  • redakcja
Harcerska dola i niedola

Podziel się:

Oceń:

Nie zawsze jest radosna – jak w znanej harcerskiej piosence. Pokazuje to historia życia dwóch starogardzkich harcerzy, urodzonych w latach 20., z pierwszego pokolenia Polski niepodległej.

Wojna była dla harcerzy podwójną traumą. Poza nieszczęściami, które dotknęły wszystkich starogardzkich Polaków, harcerze zostali poddani ciężkiej próbie wierności przyrzeczeniu i prawu harcerskiemu w warunkach ekstremalnych. Zostali upokorzeni w swej harcerskiej dumie. Zostali zmuszeni do przywdziania munduru wroga, by uchronić swych bliskich przed obozem koncentracyjnym. Czasem umierali w tym obcym mundurze.

Druh Wacek Łobocki
urodził się w Kamionce Szlacheckiej. W starogardzkim Gimnazjum (dzisiejszym „czerwonym” Ogólniaku) był prymusem. Maturę zdawał 3 tygodnie po swoich 18 urodzinach. Był maj 1939 roku…
7 października 1939 Niemcy zabili mu ojca Franciszka, starogardzkiego kupca. To było w lesie koło Leśnej Jani. Jeden z wielu oznaczonych polską krwią, kociewskich lasów. Po ultimatum Alberta Forstera dla Polaków z wcielonego do Niemiec Pomorza (Rok 1942: niemiecka lista narodowościowa albo obóz) podpisał tę listę, by chronić rodzinę. Jak ciężka to była próba dla jego harcerskiej dumy, pytać chyba nie trzeba. Trafił przymusowo do Wehrmachtu. Na poczatku 1945 zdezerterował. Niestety, Niemcy namierzyli go w lutym pod Skórczem. Prawdopodobnie został wydany przez Niemca, który go znał sprzed wojny. Druh Wacek został przez Niemców zmasakrowany (jako „zdrajca narodu niemieckiego”!) i powieszony przy skórzeckiej szosie, dla postrachu dla innych. Sowieci byli tuż-tuż. Niemcy mordowali i wieszali wszystkich dezerterów. Nie tylko Polaków, także Niemców! Dzisiejsza aleja Zwyciestwa (od Bramy Wyżynnej w Gdańsku do Wrzeszcza) to była aleja wisielców! Czy tragedia niemieckich pasażerów (głównie hitlerowskich aktywistów) okrętu „Wilhelm Gustloff” nie była karą Bożą za te zbrodnie na młodych ludziach? Zatonął 30 stycznia 1945 – w 50 rocznicę urodzin swego patrona, zatwardziałego hitlerowca z NSDAP. Nie za dużo tych „zbiegów okoliczności”? Gustloff wsławił się koszmarnym wyznaniem: „Zabiłbym własną żonę, gdyby führer kazał mi to zrobić”…
Druh Wacek jest dziś kompletnie zapomniany. Nieznany licealistom starogardzkim. „Narody, które tracą pamięć, umierają”… (marszałek Polski i Francji Ferdynand Foch).

Druh Antoni Górski
miał więcej szczęścia. Jego życie się dopełniło. Też trafił przymusowo do Wehrmachtu. Jego ucieczki z niemieckiego wojska do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie wymyśliłby żaden scenarzysta z Hollywood. Naszych scenarzystów takie historie nie obchodzą. Wolą bić się w piersi za holokaust, bo to lepsza kasa i szansa na nagrody w międzynarodowych festiwalach filmowych – zwłaszcza wtedy, gdy się półgębkiem zasugeruje polską odpowiedzialność za tę niemiecką zbrodnię…
Druh Antoni wspominał:
Rok 1939: „Wieczór był piękny. Wśród czerniejących drzew, na nieco jaśniejszym niebie, pokazywały się gwiazdy. Jedna po drugiej. Powoli, coraz wyraźniej można było zobaczyć Mały Wóz i Wielki Wóz z wyraźną Gwiazdą Polarną. Podziwiając piękno wieczoru, wyczuwało się jakieś napięcie. Przez uśmiechy przezierała powaga. W oczach widoczne było napięcie. Jeszcze niby nic a już coś zakrada się do duszy i żłobi w niej jakąś rysę. Hitler chce od nas korytarza i Gdańska. Naturalnie, że nie damy. <Ja bym poszedł na wojnę na ochotnika. Byłem w wojsku> - mówi ojciec. <Ja bym poszła do kuchni, ale co z Tosiem?> – martwi się mama. <Jak to!> - odezwałem się. <Jestem harcerzem, nadaję się jako zwiadowca. Mam 13 lat, przecież zdałem egzamin do gamai! Byłem na obozie harcerskim, znam alfabet Morse’a. Potrafię się kryć, czołgać>. W nocy zbudziły nas bliskie, silne detonacje… Na starogardzkim Rynku, po wschodniej stronie, stały niemieckie czołgi. Witała ich kwiatami garstka miejscowych Niemców. Patrzyliśmy na to zza rogu niemieckiego kościoła – dziś kościoła św. Katarzyny. Przygnębieni wróciliśmy do domu. Po zjedzeniu obiadu, który nam tego dnia nie smakował, przyszedł mój kuzyn Tadeusz Weiss z Koteż i płakał: <Widziałem, jak Niemcy zrywali Orła ze Starostwa i deptali go>”.
Rok 1942: „Jedzie pociąg z Polakami do niemieckiego wojska. Rozśpiewany pociąg! Ledwo ruszyliśmy ze stacji, zgodnym chórem śpiewamy <Boże coś Polskę>! Nie damy się zeszwabić! Ledwie pieśń przebrzmiała, a już ktoś zanucił <Jeszcze Polska nie zginęła>! Później <Nie rzucim ziemi>…
Rok 1944: „Byliśmy na froncie, na wysuniętym punkcie. Kolega też Polak. Mimo zakazu, paliliśmy papierosy. Naraz patrzymy, czołgają się amerykańscy zwiadowcy. W ciemności nie widzieliśmy dokładnie, ilu ich było. Zaryzykowałem i zawołałem: <Ami, I am Polish, go to mi..!> Zamarli w bezruchu. Za chwilę jeden z nich odezwał się: <Polacy!? Let es go!>. Przesunęli się w naszym kierunku. Polak wysunął się naprzód. Nadał coś przez radio. Wróciliśmy wspólnie do naszego bunkra. Wszedłem pierwszy, zapaliłem świeczkę i zebrałem całą broń. Wszyscy twardo spali. Tylko jeden mamrotał coś przez sen... Amerykanie weszli do środka. Dowódca, unterofizier, poddał się. Wyszedłem na zewnątrz, a tam pełno Amerykanów. Przeszli przesmykiem, którym czołgali się zwiadowcy. Ja wchodziłem jeszcze do innych bunkrów, razem z kolegami Polakami. Później zlikwidowaliśmy jeszcze punkty wysunięte. Raz bym oberwał, gdyby nie kolega, który strzelił pierwszy... Niemców ustawiono w kolumnę, a nas z karabinami, w niemieckich mundurach [!], na przemian z Amerykanami, dali jako eskortę. Dziwnie to wyglądało. <Niemcy> prowadzą Niemców! Pod niemieckim mundurem biło polskie serce...”.
Panie prezydencie, mamy w Starogardzie ulicę „A.Górskiego”. Zbrakło blachy? Mamy 6 różnych wzorów tablic z nazwami ulic! Mamy 100-lecie…

Sztandar dla Policji
Trwa zbiórka. Komitet Społeczny dziękuje Radzie Powiatu Starogardzkiego za patronat, Bankowi Spółdzielczemu za bezpłatne konto, „Gazecie Kociewskiej” za patronat medialny. Okolicznościowa kartka, którą będziemy rozdawać z prośbą o wpłatę, wyjaśnia wszystko. Wolontariuszy zapraszamy do współudziału. Spotkajmy się w sobotę 8 lutego o 10.00 przed wejściem do Ratusza.

Konkurs historyczny
„Pokolenia zazdrościć nam będą”. Uczniowie szkół średnich przygotowują się do testu kończącego I etap 28 lutego. W II etapie mogą wystartować w konkursie 4-osobowe zespoły rodzinne. Obowiązuje znajomość książki Jana Buchholza „Królewskie miasto Starogard – stolica Kociewia” i kilka wskazanych artykułów historycznych. Wersję elektroniczną książki wysyłam zainteresowanym: [email protected]


Piotr Szubarczyk
Piotr Szubarczyk pracował przez 18 lat w IPN Gdańsk. Autor książek (m.in. Czerwona apokalipsa. Sowiecka agresja na Polskę i jej konsekwencje, Kraków 2014) oraz kilkuset artykułów o historii Polski i Pomorza. Współpracuje z radiem i TV (m.in. konsultant spektaklu TVP Inka 1946, autor cyklu audycji Świadkowie historii w Radio Gdańsk). Od 40 lat w Starogardzie.

 

_redakcja

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

lorbas z osiedla
lorbas z osiedla 11.02.2020, 09:40
Panie Szubarczyk. Jako specjalista od Inki proszę powiedzieć, czym dla Kociewia zasłużył się Łupaszka. Tylko konkretnie - czym. To, że się ukrywał, strzelał do przedstawicieli władzy, zdobywał środki na utrzymanie poprzez przejmowanie pieniędzy z konwojów, to wiem. Ale jakie pozytywne skutki dla regionu przyniosła jego działalność. W Starogardzie mamy przecież rondo im. Łupaszki. Codzienne przez nie jeżdżę. Więc chciałbym wiedzieć.

Pozostałe