Poniedziałek, 20.05.2019
Pomorska Szkoła Wyższa w Starogardzie Gdańskim
Pomorska Szkoła Wyższa w Starogardzie Gdańskim
Pomorska Szkoła Wyższa w Starogardzie Gdańskim

Rak piersi i białaczka w jednym żyli domu...

  • 8.03.2019, 11:00 (aktualizacja 08.03.2019 13:32)
  • MW
Rak piersi i białaczka w jednym żyli domu...
Podziel się:
Oceń:
Rak piersi i białaczka w jednym żyli domu, bardzo starym domu. To smutna codzienność rodziny z Lalkowych w pow. starogardzkim, która zmaga się z bezdusznymi chorobami oraz potrzebą wyremontowania starego, rozpadającego się lokum. Tak boleśnie doświadczonej rodziny dawno nie spotkaliśmy... Gdy poznaliśmy jej historię, postanowiliśmy wesprzeć, zakładając zbiórkę środków na remont domu na stronie zrzutka.pl. Apelujemy do Czytelników o wpłaty, choćby te najdrobniejsze.

Danutę Schulc, jej męża Janusza oraz córki Karolinę i Darię odwiedziliśmy przy okazji ostatniej edycji „Szlachetnej Paczki”. I chociaż rodzina nie mieszka na terenie naszego powiatu, postanowiliśmy wrócić, by zaoferować kolejną pomoc. Jej losy nie pozwalają pozostać obojętnym...

Za 5 dni poród...
Jako nastolatka Danuta Schulc nie mogła liczyć na finansowe wsparcie rodziców. Wspomina, że chciała być projektantką ogrodów, ale nie miała środków na opłacenie internatu. Szybko wyszła za mąż urodziła dziecko, mąż podjął pracę za granicą. Tuż przed jednym z powrotów do kraju, mężczyzna poszedł na zmianę za kolegę. Jak się później okazało ostatnią - tarcza od szlifierki pękła i przecięła tętnice szyjną. 24-letnia wówczas Danuta za pięć dni miała cieszyć się z mężem z narodzin drugiego dziecka. Niestety krótko po wyjściu ze szpitala musiała pożegnać ukochanego. Została sama z dwójką małych dzieci...

Zasnął na zawsze
Czas płynął powoli, a dzieci rosły. Gdy myślała, że już do końca będzie sama, w jej życiu pojawił się Janusz. Ponownie wyszła za mąż i krótko po tym oczekiwała narodzin trzeciego potomka. Krystian przyszedł na świat jako wcześniak i od narodzin wymagał pomocy lekarzy. Bardzo chorował, jego jelita nie trawiły pokarmów. Założono mu PEG-a, jednak na wątpliwości matki co do nietrawienia pokarmu i wyjątkowo nabrzmiałego brzucha, lekarz nie zareagował. Rodzice dwa lata spędzili w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Pewnego dnia Krystian dostał gorączki. Matka prosiła o przyjazd pogotowie, jednak bezskutecznie...
- Pamiętam to, jakby było dzisiaj. Krystian dostał gorączki, niby tylko 37 st. C, ale dla wcześniaka przy osłabionej odporności to wysoka temperatura – wspomina kobieta. - Zadzwoniłam do szpitala po karetkę. Pani z pogotowia kazała mi zadzwonić jak mały będzie miał 38 st. Wtedy nie mogłam sama pojechać z nim do szpitala, bo jak na złość „padł” nam samochód. Zadzwoniłam ponownie, gdy temperatura wzrosła o kolejny stopień. Karetka przyjechała, ale dla małego było już za późno. Syn zmarł mi na rękach.

Białaczka i co jeszcze?
Jakby tego było mało, kilka lat po śmierci syna, u czteroletniej wówczas córki Karoliny wykryto raka krwi – ostrą białaczkę limfoblastyczną. Rodzice wraz z dziewczynką dosłownie zamieszkali w szpitalu. Opiekowali się nią na zmianę, a także najmłodszą Darią (choruje na nawracające infekcje dróg układu moczowego). Nastolatka musi jeździć na regularne badania. W ostatnim miesiącu stan Karoliny nieznacznie się pogorszył, znowu zaczęły boleć ją kości - zwłaszcza lewa noga, pojawiły się krwotoki z nosa, osłabienie. Rodzina liczy, że stan dziewczyny trochę się polepszy, albo choć unormuje. Ma 15 lat i chciałaby uczyć się w szkole zawodowej na kosmetyczkę albo fryzjerkę, jednak jej stan zdrowia jest na tyle poważny, że żadna szkoła, ani żaden pracodawca nie wezmą na siebie dużej odpowiedzialności opieki nad chorą. Dziewczyna ma indywidualny tok nauczania. Lubi się uczyć. Z radością oczekiwała zakończenia ferii i powrotu do lekcji. Marzy o jednym, o powrocie do zdrowia, by tak jak rówieśnicy cieszyć się z życia i korzystać z niego pełnymi garściami.

Zbiórkę znajdziecie pod TUTAJ


 

MW

Komentarze (9)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Lina555
Lina555 9.03.2019, 17:15
Nie z Lalkowych tylko z Lalków!
Gość
Gość 8.03.2019, 12:15
A pan Janusz ma chęć do pracy ?
Marysia
Marysia 8.03.2019, 17:35
A co zrobili z gospodarstwem rolnym ,ktore prowadzili rodzice Janusza ?
O dom ,piękny kiedys okazały tez mozna było choć odrobinę zadbać.
A moze coś na temat starszych dzieci ???
Gość
Gość 8.03.2019, 17:48
Ta mama to Murach ?
Darek
Darek 8.03.2019, 16:04
Powinieneś zadać to pytanie patologii żyjącej wyłącznie z opieki i 500 plus.Tutaj mamy rodzinę doświadczoną przez los której należy pomóc.Brawo dla redakcji za podjęcie tematu.
Irena
Irena 8.03.2019, 17:29
Oj,oj to ojciec nie musi pracować ?
Jaka jest cała prawda ?
Inspektor BHP
Inspektor BHP 8.03.2019, 11:27
Czy na szlifierce była założona osłona?
Tomek
Tomek 8.03.2019, 15:46
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia Inspektorze Bhp.Jak stanie się tragedia to w większości przypadków wina jest zwalana na pracownika.To on jest przeszkolony he he co ja mówie to on podpisuje że był szkolony bo szkoda czasu na szkolenia.Pracodawcy oszczędzają na wszystkim a ludzie żeby mieć prace balansują na granicy przepisów i dopiero jak ktoś ucierpi wszyscy lamentują.W obliczu tragedii osoby które kazaly pracownikowi coś wykonać łgają w żywe oczy,a inspektorzy przyjeżdżają pouczają wciskają formułki a jak się zaczęły trudne pytania to zasłaniają się regulaminem wewnątrz zakładowym.
Autor tekstu.
Autor tekstu. 9.03.2019, 13:29
Pracował u Arabów i został bez tłumacza. Chciał inny sprzęt i nie mógł się dogadać. Poza tym pan Janusz opiekował się żona i córka. W sierpniu skończyła im sie i czekają na komisje, ktora bedzie w kwietniu. Poza tym w razie czego ktos musi dziewczyny zawieźć do szpitala, który już raz sie nie popisal. Zamiast krytykowac lepiej milczeć albo pomagać.

Pozostałe