Środa, 20.09.2017, imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty

Pisk hamulców, huk i kula ognia – wstrząsające relacje świadków zderzenia dwóch pociągów

  • 1.09.2017, 11:02 (aktualizacja 01.09.2017 11:36)
  • Admin admin
Pisk hamulców, huk i kula ognia – wstrząsające relacje świadków zderzenia dwóch pociągów
Od katastrofy kolejowej w Smętowie Granicznym minęły dwa dni. Na miejscu nieprzerwanie pracują osoby starające się postawić skład na tory i naprawić uszkodzone torowisko. W czwartek, 31 sierpnia odbył się briefing, w którym przedstawiciele władz samorządowych i kolejowych wielokrotnie zaznaczali, że akcja ratunkowa poszła bardzo sprawnie, a obecnie wyjaśniane są bliższe okoliczności tego zdarzenia. Udało się nam dotrzeć do osób, które bezpośrednio po wypadku udzielały pomocy osobom poszkodowanym.

Do wypadku doszło w środę, 30 sierpnia o godzinie 21.55. Chwilę po zdarzeniu, na miejscu pojawili się mieszkańcy, którzy bezinteresownie, narażając swoje życie, nieśli pomoc poszkodowanym.
– Jestem przyzwyczajona do hałasu pociągów, ale to było coś nie do opisania – mówi nam jedna z mieszkanek budynku znajdującego się w pobliżu torowiska. – Najpierw usłyszałam pisk, ogromny huk i zobaczyłam kulę ognia. Zapanowała absolutna cisza. Poszliśmy tam pomagać tym ludziom. Z ostatnich wagonów wzięłam ludzi na moje podwórko. Było bardzo dużo dzieci, wiele z nich płakało. W życiu nie spotkałam się z czymś takim. Jest to dla mnie nawet trudne do opisania – wzdycha nasza rozmówczyni.

– Nie widzieliśmy samego momentu, ale kiedy usłyszeliśmy huk, poszliśmy szybko na miejsce. Ludzie wychodzili przez okna, na peronie było bardzo dużo osób, w szczególności dzieci. Podszedłem z kolegą do jednego z wagonów i pomagaliśmy wychodzić z niego podróżującym. Po chwili na miejsce dotarły także służby ratunkowe. Nie wiedzieliśmy wtedy ile osób jest rannych, czy wszyscy żyją. Z czasem na peronie pojawiali się strażacy, lekarze i mnóstwo policji. Najpierw mówili, że jest jedna osoba ranna, ale potem liczba wzrastała.
Rannymi zajęli się lekarze i strażacy, a resztę osób zabrali gdzieś autobusami – relacjonuje mieszkaniec Smętowa Granicznego.

Nie przegap również naszego filmu z miejsca usuwania skutków katastrofy.


Więcej na ten temat znajdziecie w najbliższym wydaniu Gazety Kociewskiej.

Do wypadku doszło w środę, 30 sierpnia o godzinie 21.55. Chwilę po zdarzeniu, na miejscu pojawili się mieszkańcy, którzy bezinteresownie, narażając swoje życie, nieśli pomoc poszkodowanym.
– Jestem przyzwyczajona do hałasu pociągów, ale to było coś nie do opisania – mówi nam jedna z mieszkanek budynku znajdującego się w pobliżu torowiska. – Najpierw usłyszałam pisk, ogromny huk i zobaczyłam kulę ognia. Zapanowała absolutna cisza. Poszliśmy tam pomagać tym ludziom. Z ostatnich wagonów wzięłam ludzi na moje podwórko. Było bardzo dużo dzieci, wiele z nich płakało. W życiu nie spotkałam się z czymś takim. Jest to dla mnie nawet trudne do opisania – wzdycha nasza rozmówczyni.

– Nie widzieliśmy samego momentu, ale kiedy usłyszeliśmy huk, poszliśmy szybko na miejsce. Ludzie wychodzili przez okna, na peronie było bardzo dużo osób, w szczególności dzieci. Podszedłem z kolegą do jednego z wagonów i pomagaliśmy wychodzić z niego podróżującym. Po chwili na miejsce dotarły także służby ratunkowe. Nie wiedzieliśmy wtedy ile osób jest rannych, czy wszyscy żyją. Z czasem na peronie pojawiali się strażacy, lekarze i mnóstwo policji. Najpierw mówili, że jest jedna osoba ranna, ale potem liczba wzrastała.
Rannymi zajęli się lekarze i strażacy, a resztę osób zabrali gdzieś autobusami – relacjonuje mieszkaniec Smętowa Granicznego.

Nie przegap również naszego filmu z miejsca usuwania skutków katastrofy.


Więcej na ten temat znajdziecie w najbliższym wydaniu Gazety Kociewskiej.

Do wypadku doszło w środę, 30 sierpnia o godzinie 21.55. Chwilę po zdarzeniu, na miejscu pojawili się mieszkańcy, którzy bezinteresownie, narażając swoje życie, nieśli pomoc poszkodowanym.
– Jestem przyzwyczajona do hałasu pociągów, ale to było coś nie do opisania – mówi nam jedna z mieszkanek budynku znajdującego się w pobliżu torowiska. – Najpierw usłyszałam pisk, ogromny huk i zobaczyłam kulę ognia. Zapanowała absolutna cisza. Poszliśmy tam pomagać tym ludziom. Z ostatnich wagonów wzięłam ludzi na moje podwórko. Było bardzo dużo dzieci, wiele z nich płakało. W życiu nie spotkałam się z czymś takim. Jest to dla mnie nawet trudne do opisania – wzdycha nasza rozmówczyni.

– Nie widzieliśmy samego momentu, ale kiedy usłyszeliśmy huk, poszliśmy szybko na miejsce. Ludzie wychodzili przez okna, na peronie było bardzo dużo osób, w szczególności dzieci. Podszedłem z kolegą do jednego z wagonów i pomagaliśmy wychodzić z niego podróżującym. Po chwili na miejsce dotarły także służby ratunkowe. Nie wiedzieliśmy wtedy ile osób jest rannych, czy wszyscy żyją. Z czasem na peronie pojawiali się strażacy, lekarze i mnóstwo policji. Najpierw mówili, że jest jedna osoba ranna, ale potem liczba wzrastała.
Rannymi zajęli się lekarze i strażacy, a resztę osób zabrali gdzieś autobusami – relacjonuje mieszkaniec Smętowa Granicznego.
 

Nie przegap również naszego FILMU z miejsca usuwania skutków katastrofy.

Więcej na ten temat znajdziecie w najbliższym wydaniu Gazety Kociewskiej.

 

Admin admin
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe