Sobota, 20.10.2018, imieniny: Ireny, Kleopatry, Witalisa

Trwa walka o życie małego Stasia. Potrzebne są ogromne pieniądze

  • 16.05.2018, 09:56 (aktualizacja 16.05.2018 10:03)
Trwa walka o życie małego Stasia. Potrzebne są ogromne pieniądze
- Staś umiera na raka, a ja - matka - muszę zdobyć niewyobrażalne pieniądze, by dać mu 50% szans – tymi słowami rozpoczyna apel o pomoc matka 8-letniego Stasia, którzy choruje na śmiertelny nowotwór – neuroblastomę. Aby dać chłopcu szansę na normalne życie, potrzebna jest kolosalna kwota miliona złotych. Pomóżmy Stasiowi wrócić do zdrowia i zapomnieć o dotychczasowym piekle, jakie zgotowała mu choroba.

Rodzice chłopca nieustająco zadają sobie pytanie, dlaczego rak wybrał sobie właśnie Stasia, 8-latka, który marzy o normalnym życiu, grze w piłkę z kolegami, jeździe na rowerze, czy pływaniu. Obecnie chłopiec umiera z bólu i ze strachu.  
- Dlaczego on musi tak cierpieć i płakać w poduszkę, teraz kiedy jego życie powinno być wspaniałe i radosne? Staś wie, że ma raka, że jest źle, że w każdej chwili może być jeszcze gorzej. Obiecał mi, że będzie dzielny i że będzie walczył, o życie dla siebie i dla mnie – mówi załamana mama chłopca. 

Guz na głowie 
Ważną rzeczą jest, by nie lekceważyć tego, kiedy dziecko skarży się na ból. 
- Staś na początku skarżył się na bóle nóżek. Z czasem ból stał się jeszcze bardziej dokuczliwy, a mój synek zaczął słabnąć. Nie chciał jeść, a stany podgorączkowe utrzymywały się bardzo długo. Od marca odwiedzaliśmy kolejne gabinety lekarskie, w których lekarze tylko rozkładali ręce. Któregoś wieczora, kiedy przyszedł kryzys, chwyciłam go w ramiona i mocno przytuliłam. Na głowie pod ręką wyczułam guz…
Po kilku dniach Stasiowi zaczęła opadać powieka. Okulista skierował nas do neurologa, ten zaś na USG. Diagnoza była nie do uniesienia – guz o wielkości 5x3x8 cm z przerzutami do szpiku, kości czaszki oraz w miednicy. 22 marca Stasiu miał operację laparoskopową biopsji guza. Tak trafiliśmy na oddział, który miał już coś złowrogiego w nazwie. Oddział Pediatrii, Hematologii, Onkologii i Reumatologii, tam lekarze już nie mieli uśmiechów na twarzach. W powietrzu było czuć wyścig z czasem, maksymalne skupienie. Nie mogę teraz uwierzyć, że z tych wszystkich dzieci, które na mnie patrzyły tamtego dnia, tylko część wróci do swoich mam…  - opowiada mieszkanka Osiecznej. 

„Nie wyobrażam sobie, że mogę go stracić”
Według protokołu, jakim lekarze zdecydowali się leczyć, Stasia czeka 8 cykli chemioterapii, potem usunięcie chirurgiczne guza, następnie pobór komórek macierzystych, po których otrzyma mega-chemię z autoprzeszczepem. Jeśli ten etap leczenia się powiedzie i nie nastąpią komplikacje, konieczne będzie specjalne leczenie immunologiczne, które zmobilizuje organizm do walki i zniweluje ryzyko wznowy.
- Serce mi pęka, kiedy muszę na niego patrzeć, nie mogąc mu pomóc. Kiedy wchodzę do szpitala, mam ściśnięte gardło i trzęsą mi się ręce. Nie wiem co zastanę, czy Staś będzie płakał, czy kolejna chemia zadała mu równie wielki ból, jak poprzednia. Zawsze starałam się go chronić, cierpiałam, kiedy się przewrócił, obtarł kolano. Teraz walczy o życie, a ja mogę tylko trzymać go za wychudzoną rączkę i modlić się, by zasnął, zanim ból będzie nie do wytrzymania. Nie wyobrażam sobie, że mogę go stracić, bo jest tak niesamowicie dzielny,  że jego wewnętrzna siła zawstydza moją rozpacz i bezradność. Wydoroślał niemal w kilka dni. Teraz nie wiem, czy to on jest silniejszy niż ja - mówi matka Stasia.


Cena za takie leczenie to milion złotych. Szansa na wyleczenie chłopca wynosi 50 proc. 
Niestety immunoterapia nie jest w Polsce refundowana, a jej koszt jest niewyobrażalnie wysoki. Zbiórkę na leczenie 8-latka można wesprzeć na stronie: www.siepomaga.pl/stasiu-ossowski. Pamiętajcie, liczy się każda - nawet ta najdrobniejsza - kwota! 

 

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Na czas ciszy wyborczej wyłączona została możliwość komentowania pod artykułami.

Pozostałe